Wszystko zaczyna się dużo wcześniej niż na psie
Zanim gotowe ubranie trafi do naszego domu, a później na psa, mija sporo czasu. Najpierw jest pomysł, potem konstrukcja, wybór materiału, dodatków, nici, zamków czy innych elementów. Później przychodzi czas na krojenie, szycie, przymiarki i poprawki.
I właśnie w tym wszystkim czuję się najlepiej. Lubię szukać rozwiązań, sprawdzać, co można zrobić lepiej, poprawiać konstrukcję i dopracowywać szczegóły. Czasami zmiana, która z zewnątrz wydaje się zupełnie nieistotna, potrafi zrobić ogromną różnicę w gotowym produkcie.
Nie interesuje mnie wyłącznie to, czy coś ładnie wygląda na zdjęciu. Chcę wiedzieć, dlaczego zostało zaprojektowane właśnie tak, czy ma to sens i czy poszczególne elementy rzeczywiście spełniają swoją funkcję.
Bo dobrze uszyte ubranie to nie tylko równe szwy i estetyczne wykończenie. To również przemyślana konstrukcja, właściwie dobrany materiał i świadomość, do czego dany produkt ma służyć.
A potem przychodzi moment, w którym zakładam je na psa
I to jest dla mnie najważniejszy moment całego procesu.
Mogę być zadowolona z konstrukcji. Mogę wiedzieć, że szycie zostało wykonane prawidłowo, a materiał i dodatki zostały starannie dobrane. Ale dopóki nie zobaczę gotowego produktu na psie, nie chcę zakładać, że wszystko jest już tak, jak powinno być.
Pies nie stoi przecież na baczność jak manekin. Nie przyjmuje pozy, w której najłatwiej ocenić wygląd ubrania. Chodzi, siada, wstaje, przeciąga się, biega, czasem robi coś, czego zupełnie się nie spodziewamy.
I właśnie wtedy można zauważyć rzeczy, których nie pokaże nam żadna fotografia.
Czy ubranie nie ogranicza ruchu? Czy nie przesuwa się podczas chodzenia? Czy nic nie uwiera? Czy materiał układa się tak, jak powinien? Czy konstrukcja sprawdza się nie tylko wtedy, gdy pies stoi spokojnie, ale również w codziennych sytuacjach?
To są pytania, które naprawdę mnie interesują.
Bo w chwili, gdy zakładam produkt na własnego psa, nie patrzę już tylko na niego jak na efekt swojej pracy. Patrzę na niego jak na rzecz, za którą ponoszę odpowiedzialność.
Nie każdy pies jest taki sam
W naszym domu nie mamy jednego uniwersalnego wzorca psa. Są z nami Laila, Molly i Fela. Różnią się wielkością, budową i sposobem poruszania się. To daje nam możliwość obserwowania produktów na psach, które nie wyglądają i nie zachowują się identycznie.
I bardzo dobrze, bo gdyby wszystkie nasze ubrania sprawdzały się wyłącznie na jednym psie, trudno byłoby uznać, że dobrze przemyśleliśmy ich konstrukcję.
Przy projektowaniu trzeba brać pod uwagę znacznie więcej niż sam obwód klatki piersiowej czy długość grzbietu. Dwa psy o podobnych wymiarach mogą mieć inną budowę, inne proporcje i zupełnie inaczej poruszać się w ubraniu.
Dlatego poprawki są naturalną częścią naszej pracy. Nie traktuję ich jak porażki. Przeciwnie, często dopiero podczas przymiarek i obserwacji okazuje się, co jeszcze można udoskonalić.
I wolę wrócić do konstrukcji, zmienić jakiś element i sprawdzić go ponownie, niż uznać, że przecież wygląda dobrze, więc wystarczy.
Odpowiedzialność nie kończy się na jakości szycia
To chyba najważniejsza rzecz, którą chciałabym przekazać.
Można uszyć produkt bardzo starannie, użyć dobrych materiałów i zadbać o piękne wykończenie. To wszystko ma znaczenie. Ale w odzieży dla psów nie może być jedynym kryterium.
Liczy się również przeznaczenie ubrania, jego dopasowanie, komfort noszenia i to, jak zachowuje się podczas ruchu. Inaczej myśli się o produkcie, który ma zapewnić psu ciepło w chłodne dni, a inaczej o takim, który ma być lekkim dodatkiem na spacer.
Nie każde ubranie jest potrzebne każdemu psu. Nie każdy model będzie odpowiedni dla każdego typu budowy. I nie chcę udawać, że jeden produkt może rozwiązać wszystkie potrzeby.
Właśnie dlatego tak ważne jest dla mnie, żeby za gotowym wyrobem stało coś więcej niż pomysł na ładny produkt.
Chcę znać jego konstrukcję. Rozumieć zastosowane rozwiązania. Wiedzieć, dlaczego wybrałam konkretny materiał i co chcę dzięki niemu osiągnąć.
To nie oznacza, że wszystko da się przewidzieć już na etapie projektowania. Oznacza natomiast, że trzeba być gotowym na sprawdzanie, poprawianie i wyciąganie wniosków.
Dlatego Nanga nie zaczyna się i nie kończy na gotowym produkcie
Laila miała swój udział w tym, że Nanga w ogóle zaczęła nabierać kształtu. Ale z czasem coraz wyraźniej widziałam, że samo tworzenie rzeczy dla psów to dla mnie coś znacznie większego niż realizowanie pomysłów, które akurat przychodzą mi do głowy.
To praca, w której łączą się dwie rzeczy: przyjemność tworzenia i odpowiedzialność za efekt końcowy.
Ta pierwsza daje mi energię do wymyślania kolejnych produktów. Ta druga każe mi zadawać pytania, wracać do szczegółów i nie zadowalać się odpowiedzią, że przecież wygląda dobrze.
I chyba właśnie na tym polega różnica między samym hobby a pracą, którą traktuje się naprawdę serio.
Nie chodzi o to, żeby przestać czerpać z niej radość. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby ta radość nie przysłoniła tego, co najważniejsze.
Bo gotowy produkt nie jest już tylko mój. Trafia do czyjegoś domu, staje się częścią codziennych spacerów, wyjazdów i wspólnych chwil. A jeśli jest przeznaczony dla psa, to właśnie jego komfort powinien być jednym z najważniejszych punktów odniesienia.
I z takiego podejścia chcę budować Nangę.
Nie z przekonania, że wszystko, co stworzymy, musi być idealne od pierwszej próby. Ale z pewności, że warto sprawdzać, poprawiać i brać odpowiedzialność za to, co ostatecznie trafia w Wasze ręce.
A teraz jestem ciekawa Waszego zdania. Czy przy wyborze ubrania dla psa zwracacie uwagę przede wszystkim na wygląd, czy równie ważne są dla Was konstrukcja, wygoda i to, jak produkt sprawdza się podczas codziennych spacerów? Napiszcie nam o tym w komentarzach na naszych profilach społecznościowych. Chętnie poznamy Waszą perspektywę.
Pozdrawiam Was z całą Nangą
Kasia

